| Desant na kanadyjską ziemię |
| piątek, 30 lipca 2010 07:32 | |||
|
Spadochron CT-1 jest podstawowym spadochronem desantowym używanym przez kanadyjskich spadochroniarzy szczególnie w początkowym okresie szkolenia. W bezpośrednim użytkowaniu sprzęt ten znacznie różni się od podstawowego polskiego spadochronu, jakim jest AD-95. Czasza CT-1 wyposażona jest specjalne siatki na obrzeżu mające zapobiegać tworzeniu się tzw. kalafiorów oraz otwór na szczycie (tak zwany kominek) mający stabilizować opadanie skoczka w czasie lotu. Uprząż kanadyjskiego spadochronu wyposażona jest w zamki wyczepne pomocne w sytuacji gdy po wylądowaniu skoczek jest ciągnięty na ziemi przez wiatr. Choć powierzchnie czasz obu spadochronów są zbliżone to kanadyjski opada znacznie szybciej bo z prędkością dochodzącą do nawet 8 m/s (wobec 5 m/s polskiego). Jest to więc spadochron znacznie mniej komfortowy dla skoczka oraz zwiększający ryzyko odniesienia przez niego urazu w czasie zetknięcia z ziemią. Minimalizacji tego zagrożenia ma służyć specjalna technika lądowania na tak zwanych pięć punktów, w czasie której skoczek układa ciało w łuk tak, aby rozłożyć siłę lądowania na całe ciało. Przed wykonaniem pierwszego skoku na nowym spadochronie kanadyjscy instruktorzy przeprowadzili dla wszystkich krótki kurs zapoznawczy ze sprzętem, procedurami obowiązującymi na pokładzie statków powietrznych oraz pokazali zalecaną technikę lądowania. Zajęcia odbywały się specjalnie dostosowanych do tego celu pomieszczeniach wyposażonych między innymi w makiety samolotów i śmigłowców, trenażery do nauki lądowania czy uprzęże do treningu procedur obowiązujących skoczka w czasie opadania na spadochronie. Kurs rozpoczął pokaz działania spadochronu oraz całego procesu jego układania, przechowywania, suszenia i sprawdzania w hali kanadyjskiej kompanii zabezpieczenia desantowania (nazwanej tam „suport company"). Gospodarze na każdym kroku podkreślali, że spadochron CT-1 jest sprzętem bezpiecznym, w użytkowaniu którego niezmiernie rzadko dochodzi do jakichkolwiek sytuacji awaryjnych. Po przygotowaniu naziemnym przyszedł czas na praktyczny zrzut skoczków z samolotów. Na położone niedaleko Trenton zrzutowisko nazwane D.Z. Hodgson desantowały skoczków samoloty CASA C-212 Aviocar i C-130 Hercules. W przypadku tego pierwszego spadochroniarze desantowali się przez tylna rampę załadowczą zaś w drugim wyskakiwano przez tylne drzwi boczne. Skoki potwierdziły przewidywania dotyczące spadochronów kanadyjskich, które opadały na spotkanie z ziemią znacznie szybciej od polskich. Wszyscy żołnierze Brygady wykonali jednak te zadania bez żadnych problemów czy urazów ale zgodnie też potwierdzili słowa pułkownika Tomasza Piekarskiego, że „praktyczne desantowanie pozwoliło na porównanie sprzętu spadochronowego kanadyjskiego z rodzimym, co wypadło korzystnie dla naszych spadochronów". Tekst i zdjęcia: kpt. Marcin Gil
|












