| Mrozy im nie straszne |
| piątek, 03 grudnia 2010 08:36 | |||
|
Nad ranem przy trzaskającym mrozie, wzajemnie się ubezpieczając, wyłoniły się z lasu dwa zespoły rozpoznawcze. Zwiadowcy mieli wykonać jeszcze ostatni, ale niemniej ważny element dobowego szkolenia – strzelanie sekcją w kontakcie z przeciwnikiem. „Jest to kompleksowe strzelanie mające na celu sprawdzenie wyszkolenia ogniowego poszczególnych sekcji”- wyjaśnia dowódca 2 zespołu rozpoznawczego podporucznik Damian Ćwierkiewicz. Przed przystąpieniem do strzelania wszyscy żołnierze przejrzeli broń i sprawdzili funkcjonowanie poszczególnych elementów karabinków i karabinów maszynowych. „Wykonując długotrwale zadania w trudnym terenie, zwłaszcza w śniegu i przy utrzymującym się mrozie, należy szczególnie dbać o ich sprawność”- podkreślił dowódca sekcji plutonowy Krzysztof Cuch. Po załadowaniu amunicji zwiadowcy kontynuowali patrol pieszy wzdłuż strzelnicy. Nagłe pojawienie się celów na przedpolu sygnalizowało nawiązanie kontaktu ogniowego przez przeciwnika. W następnej części ćwiczenia kierownik zajęć obserwował reakcję dowódców sekcji i zachowanie poszczególnych żołnierzy. Dyscyplinę ogniową utwierdzały meldunki zwiadowców informujące o aktualnym stanie zużycia amunicji. „Dzisiejsze ćwiczenie jest elementem przygotowującym do certyfikacji sekcji, które odbędzie się już za tydzień”- zaznaczył podporucznik Ćwierkiewicz. Specyfika działania Grupy Rozpoznawczej polega głównie na zbieraniu informacji o przeciwniku, a nie wykonywaniu zadań typowo ofensywnych. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę specyfikę operacji w Afganistanie i ewentualność oddziaływania przeciwnika, muszą być także perfekcjonistami na strzelnicy. Dlatego podczas dobowych zajęć zwiadowcy „Czarnej Dywizji” z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, aż dwukrotnie sprawdzani byli ze strzelania. Za nim jednak żołnierze stanęli przed tarczą strzelniczą, musieli wykonać 30. kilometrowy marsz po trasie Międzyrzecz – Wędrzyn. Każdy uczestnik zajęć, oprócz etatowej broni miał na sobie 20kg plecak z prowiantem i ekwipunkiem by przetrwać noc. Po dotarciu na miejsce zorganizowali bazę, w której mieli spędzić kolejne kilka godzin. „Bardzo często wyjeżdżamy w góry, gdzie spotykamy się z gorszymi warunkami. Wykorzystując dwie karimaty i dwa śpiwory bez problemów można przetrwać ten czas”- opowiada dowódca sekcji starszy plutonowy Artur Mielczarek. W czasie kiedy część zwiadowców odpoczywała, pozostali ubezpieczali rejon bazy i wykonywali zadania na posterunku obserwacyjnym. Tekst i zdjęcia: mjr Szczepan Głuszczak
|












