|
Rozmowa z szeregowym rezerwy Mateuszem Bystrzyckim, bohaterem z Giżycka, który po ukończeniu służby przygotowawczej w zegrzyńskim Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki został żołnierzem Narodowych Sił Rezerwowych (NSR).
Michał Romańczuk: Ukończyłeś służbę przygotowawczą i opuszczasz Zegrze. Jak zapamiętasz te cztery miesiące spędzone w Centrum?
Mateusz Bystrzycki: To była naprawdę fajna przygoda, szczególnie w czasie szkolenia podstawowego. Jeżeli chodzi o zajęcia, to najbardziej podobały mi się strzelania oraz nocna taktyka. Było ich dużo, a dowódcy realizowali je w ciekawy sposób, dzięki czemu nigdy się nie nudziłem. W czasie szkolenia specjalistycznego nie było już aż tak dynamicznie, a większość czasu spędziłem ucząc się obsługi radiostacji małej mocy, zgodnie z otrzymaną specjalnością wojskową. Z pewnością zapamiętam też kolegów i koleżanki z plutonu. Stanowiliśmy zgraną paczkę, i zawsze trzymaliśmy się razem, nawet w trudnych momentach. Planujemy spotkać się w czasie wakacji, i szczerze mam nadzieję, że ten plan uda się zrealizować. Na pewno na długo zapamiętam też dowódcę plutonu, chorążego Pechtę. Był wymagający i surowy, a jednocześnie sprawiedliwy i niezwykle kompetentny. Dał nam solidnie w kość, ale przecież nikt z nas nie oczekiwał, że w wojsku będzie lekko, łatwo i przyjemnie.
M.R.: Na początku grudnia ubiegłego roku byłeś na ustach całego kraju. W drodze do Wojskowej Komendy Uzupełnień, idąc po dokumenty kierujące cię do służby w Zegrzu, uratowałeś życie dwóm kobietom, wyciągając je z tonącego w lodowatej wodzie samochodu. Dzięki temu skupiłeś na sobie uwagę mediów, spotkałeś znanych ludzi, odebrałeś nagrody i wyróżnienia. Co wtedy czułeś?
M.B.: Na początku całe to zamieszanie wokół mojej osoby było nawet miłe, ale z czasem poczułem zmęczenie, chciałem odpocząć, potrzebowałem wyciszenia. Odnalazłem je w wojsku, bo tutaj już nie było czasu na wystąpienia w mediach i wywiady.
M.R.: Nazwano cię „bohaterem z Giżycka”.
M.B.: Tak, ale ja nigdy nie czułem się bohaterem. Wskakując wtedy do wody nawet przez myśl mi nie przeszło, że dzięki temu osiągnę jakieś korzyści. Działałem automatycznie, liczyło się tylko to, żeby szybko dotrzeć do auta, i pomóc poszkodowanym. Dokładnie tak, jak uczono mnie w czasie szkolenia w WOPR.
M.R.: Twój pierwszy dzień w wojsku pokazały media, otrzymałeś też nagrodę od Ministra Obrony Narodowej. Można powiedzieć, że od razu stałeś się znanym i rozpoznawanym żołnierzem. Czy dzięki temu w Zegrzu mogłeś liczyć na taryfę ulgową?
M.B.: W żadnym wypadku, o taryfie ulgowej nie było nawet mowy. W Centrum spotkałem się z życzliwym przyjęciem, ale na tym uprzejmości się skończyły. Nigdy zresztą o to nie zabiegałem, zawsze chciałem być traktowany tak jak pozostali żołnierze.
M.R.: W twoim plutonie służyło kilka kobiet. Razem się szkoliliście, razem wykonywaliście zadania. Jak oceniasz tę współpracę?
M.R.: Były twarde, zdecydowane i niezwykle zawzięte, nigdy nie odpuszczały. Myślę, że ta zawziętość wynikała z chęci udowodnienia, że jako żołnierze nie są gorsze, i w niczym nam nie ustępują. Współpraca układała się naprawdę dobrze, chociaż nie obyło się bez drobnych zgrzytów. Na szczęście zawsze udawało się nam osiągnąć porozumienie. Razem zaczęliśmy szkolenie, i razem je skończyliśmy.
M.R.: Podpisałeś kontrakt na wykonywanie obowiązków w ramach NSR w 15. Giżyckiej Brygadzie Zmechanizowanej. Jakie masz plany związane z dalszą służbę wojskową?
M.B.: Teraz czekam na pierwsze ćwiczenia rotacyjne w nowej jednostce. Chcę wypełnić kontrakt, a później starać się o służbę zawodową. Moim marzeniem jest służba w Wojskowej Straży Pożarnej.
M.R.: Dlaczego właśnie tam?
M.B.: Od dziecka chciałem być strażakiem, a teraz chcę też służyć w armii. Wstępując w szeregi wojskowych strażaków marzenia połączyłbym z pasją, dzięki czemu mógłbym robić to, co najbardziej lubię, czyli pomagać innym. Ale wiem też, że mogę pomóc służąc w NSR, i jeżeli chodzi służbę wojskową to właśnie NSR jest w tej chwili najważniejszy.
M.R.: A plany pozasłużbowe?
M.B.: Teraz więcej czasu poświęcę swoim bliskim. Coraz częściej myślę też o małżeństwie z ukochaną dziewczyną, o założeniu rodziny. Można więc powiedzieć, że przed nami naprawdę poważne i odpowiedzialne decyzje.
M.R.: Dziękuję za rozmowę.
Foto: kpt. Michał Romańczuk
|