|
Służba przygotowawcza do Narodowych Sił Rezerwowych zatacza coraz szersze kręgi, staje się popularna i przyjmuje konkretny, bardzo wymierny kształt. Liczbę wcielonych młodych ochotników w skali całego kraju liczy się już w tysiącach. W podkrakowskiej Rząsce, w 5 Batalionie Dowodzenia imienia gen. broni Stanisława Hallera służbę taką od 25 października 2010 roku. odbywa 40 elewów. Przyjechali z całej Polski. Są wykształceni, sprawni fizycznie i mają jedno marzenie, by po okresie kończącym służbę przygotowawczą móc podpisać kontrakt do służby zawodowej. Niedawno złożyli przysięgę. Teraz teorię z koszar przenoszą na poligonową rzeczywistość. Nie straszne im mrozy i śnieg.
Przypadkowo wybrałem trzech żołnierzy, by porozmawiać o służbie przygotowawczej, o plusach i minusach tego pionierskiego przedsięwzięcia w Siłach Zbrojnych RP. Na sam poligon osobowym samochodem trudno dojechać, gdy śnieg sięga do kolan. Z dalszej podróży rezygnuję. Dzięki telefonowi komórkowemu mam informacje, że moimi rozmówcy wkrótce się pojawią. Czekam na skraju lasu. Z leśnej gęstwiny wyłaniają się cztery sylwetki ubrane na bojowo, z bronią, w pełnym rynsztunku. Kapral i jego młodzi podwładni. Pierwsza myśl: muszkieterowie z Rząski. Dlaczego muszkieterowie? Bo jest ich trzech i jeszcze ten czwarty – kapral.
Bartłomiej Stępień pochodzi z Niska w woj. Podkarpackim, jest absolwentem Wyższej Szkoły Zarządzania i Informatyki w Rzeszowie. Łukasz Szewczyk przyjechał z Oleśnicy w województwie Dolnośląskim, ukończył Liceum Techniczne o profilu ekonomiczno-administracyjnym, studiuje inżynierię środowiska na Politechnice Wrocławskiej, aktualnie przebywa na urlopie dziekańskim. Paweł Kryszak pochodzi z Poznania, ukończył Technikum Elektroniczne, jest studentem Wyższej Szkoły Pedagogiki i Administracji w Poznaniu, dla odbycia służby wojskowej też poprosił o urlop dziekański.
Tadeusz Dytko:
- W jaki sposób dowiedział się Pan o służbie przygotowawczej?
Bartłomiej Stępień:
- Od dłuższego czasu chciałem wstąpić do wojska, ale w związku z likwidacją służby zasadniczej, ta droga się wydłużyła. Regularnie śledziłem aktualności na stronach internetowych mojego WKU w Nisku. W końcu pojawiła się informacja o służbie przygotowawczej. W mediach nic nie słyszałem na ten temat. A szkoda. Bo telewizja czy radio mogą wiele ciekawych inicjatyw zarekomendować szerszej opinii publicznej. Ten rodzaj służby dosyć słabo jest nagłaśniany. Takie przynajmniej jest moje prywatne zdanie.
Tadeusz Dytko:
- Czy trudno było załatwić powołanie do służby?
Łukasz Szewczyk:
- Nie było to skomplikowane, dosyć sprawnie wypełniłem potrzebne dokumenty w WKU. Jedynie trochę czasu zajęło mi załatwienie zaświadczenia o niekaralności z Krajowego Rejestru Sądowego. Trzeba się było udać do sądu, wypełnić wniosek, stanąć w kolejce i później jakiś czas czekać na papier. W WKU wyjaśniono mi sporo, ale nie do końca. Na temat samej służby i dalszych moich losów nie wiele się dowiedziałem. Mogliby tam pracować bardziej kompetentni ludzie. Przecież to pierwszy kontakt cywila z wojskiem. Przychodzi młody człowiek i nic nie wie. Powinien dostać pełną wiedzę. Jak naprawdę wygląda służba przygotowawcza, dowiedzieliśmy się dopiero tutaj, w batalionie.
Tadeusz Dytko:
- Pierwsze kroki w jednostce?
Paweł Kryszak:
- Wcześniej zasięgnąłem opinii na temat wojska u moich starszych kolegów i wśród krewnych. Dużo mi opowiedzieli i nie zawsze były to miłe wspomnienia. Powiem szczerze, że byłem naprawdę przerażony, gdy przekraczałem bramę koszar. Spodziewałem się jakiejś zwariowanej sytuacji, kiedy wszyscy na ciebie krzyczą, poniżają, biegają, ganiają itd. Niczego takiego nie było. W tym miejscu muszę oddać cześć kadrze zawodowej 5. batalionu dowodzenia. Podeszli do nas z sercem, uprzejmie, ze zrozumieniem. Chyba zdają sobie sprawę, że jesteśmy ochotnikami. Z czymkolwiek żeśmy się do nich zwrócili, to starali się nam pomóc. Oczywiście, na początku było mi ciężko przyzwyczaić się do tego, że w wojsku wszystko robi się na rozkaz, na czas, z zegarkiem w ręku.
Tadeusz Dytko:
- Czego pan oczekiwał, idąc do wojska?
Bartłomiej Stępień:
- Miałem nadzieję na konkretne i rzetelne przygotowanie do służby zawodowej. Nie ukrywam, że z takim zamiarem przyszedłem do wojska. Przypuszczam, że odbycie tego rodzaju służby znacznie przybliży mnie do pozostania na stałe w wojsku. Jednostka spełnia moje oczekiwania. Teraz, po przysiędze, mamy dużo ciekawych zajęć w terenie. I to mi się bardzo podoba. Zaczęło się prawdziwe szkolenie.
Tadeusz Dytko:
- Czy była taka sytuacja, która pana zaskoczyła w wojsku, albo zszokowała w sensie pozytywnym bądź negatywnym?
Łukasz Szewczyk:
- U mnie w rodzinie wszyscy mężczyźni służyli w wojsku, więc nasłuchałem się od nich różnych opowieści. I dobrych i złych. Trochę jest za lekko. Byłem nastawiony na ciężkie chwile, na większy stres i większą adrenalinę. Trochę byłem zawiedziony terenem jednostki. Spodziewałem się, że będzie większa, więcej sprzętu i ludzi. A tu tylko batalion. I to w dodatku nie liniowy, tylko zabezpieczający. Miałem nadzieję na więcej szkolenia operacyjnego, przygotowującego do jakiś dużych działań bojowych. Co mnie jeszcze zaskoczyło? Chyba to, że w bardzo krótkim czasie my, elewi, stworzyliśmy zgrany zespół. Przyjechaliśmy z całej Polski, różne mamy charaktery, zamiłowania, osobowości. I jestem pod ogromnym wrażeniem, że naszym przełożonym taka sztuka tak szybko się udała. To przekłada się na wykonywanie zadań.
Tadeusz Dytko:
- Co szczególnie podoba się w wojsku?
Paweł Kryszak:
- Armia zawsze mi się podobała. I to jest najważniejsze. W tej chwili to chyba jedyna droga, żeby z ulicy trafić do koszar, żeby myśleć o NSR czy o służbie zawodowej. Wszystko mi się podoba w wojsku, ale tak naprawdę to chyba najbardziej mundur. Kiedy go założę, jestem dumny z siebie. Do domu na przepustkę pojechałem w mundurze. Nie mogło być inaczej. W wojsku panuje fajny klimat, zawiązują się przyjaźnie, które, mam nadzieję, będą trwać długie lata.
Tadeusz Dytko:
- Przysięga wojskowa to zawsze było ważne wydarzenie. Czy podobnie było w pana przypadku?
Bartłomiej Stępień:
- Na początku trochę bagatelizowałem to przedsięwzięcie. Było nas tylko 40 żołnierzy, więc spodziewałem się, że będzie to taka mała, nic nie znacząca impreza. Jednak kiedy stanąłem na placu apelowym, zobaczyłem ten tłum ludzi, trybunę honorową, generała, pododdziały reprezentacyjne, orkiestrę wojskową, która później zagrała Mazurka Dąbrowskiego. Coś we mnie pękło. A potem jeszcze ta rota… Emocje sięgnęły zenitu. A po przysiędze twardy męski uścisk taty i łzy mamy. Dzisiaj powiem tak, że było to wielkie duchowe przeżycie. Często oglądam film i fotografie z mojej przysięgi. I za każdym razem się wzruszam.
Tadeusz Dytko:
- Jakie umiejętności, zdolności, czy wiedzę może pan zaoferować wojsku?
Łukasz Szewczyk:
- Mam mocny charakter. A z racji wieku, mam już 26 lat, posiadam doświadczenie zawodowe oraz życiowe. Pracowałem na stanowisku kierowniczym w logistyce, więc zarządzanie ludźmi nie jest mi obce. Jeżeli do tego dodam wiedzę zdobytą na studiach, to sądzę, że mogę być poważnym kandydatem do armii zawodowej.
Tadeusz Dytko:
- Po 4 miesiącach powrót do domu. Jak zapamiętacie ten okres spędzony w 5. Batalionie Dowodzenia?
Paweł Kryszak:
- Nie dopuszczam takich myśli. Chcę zostać w wojsku w służbie zawodowej, najchętniej w Poznaniu lub okolicy. Jeżeli już wrócę do cywila, to na krótko. Będę robił wszystko, by zostać żołnierzem zawodowym. Te 4 miesiące spędzone w koszarach w podkrakowskiej Rząsce odciśnie na mnie trwałe pozytywne piętno. Ten okres na pewno będę wspominał jako jeden z najlepszych w moim życiu.
Tadeusz Dytko:
- Dziękuję za rozmowę i życzę wam, aby wasze marzenia o pozostaniu w wojsku spełniły się.
Zdjęcia: Tadeusz Dytko
|