GplustwitterfacebookYoutube
Tu nas znajdziesz

Dołącz do nas

Klub Wojsk Lądowych    Stara_Strona

Warto zobaczyć

  • twarze_nsr

     

  • patrol

  •  

    MSPO Kielce

    Wystawa_Sila_Zbrojnych

  • Swieto_WL_Superstacja

„Urodziłem się w Polsce, jestem Polakiem” PDF Drukuj Email
środa, 05 stycznia 2011 12:19

Jędrzej Kowalczykowski jest elewem służby przygotowawczej do Narodowych Sił Rezerwowych w Centrum Szkolenia Wojsk Inżynieryjnych i Chemicznych we Wrocławiu imienia generała Jakuba Jasińskiego, który po czterech latach studiowania języka rosyjskiego w Nottingham (Wielka Brytania) powrócił w czerwcu do Polski.

Edyta Szura: Dlaczego wybrał Pan studia akurat w Wielkiej Brytanii?

Jędrzej Kowalczykowski: Zawsze bardzo podobał mi się język rosyjski. Stwierdziłem, że studia w Nottingham dadzą mi lepszą możliwość rozwoju i poszerzą horyzonty tym bardziej, że wcześniej byłem na rocznej wymianie w Petersburgu.

E. Sz.: Chyba ma Pan szczęście, że studiował przed planowanymi podwyżkami za czesne. Teraz nie byłoby tak łatwo studiować?

J. K.: Tak słyszałem o tym. W moim przypadku, żeby się utrzymać i opłacić studia cały czas pracowałem w Anglii. Choć i tak nie uniknąłem podwyżek czesnego. Nie były jednak one tak radykalne jak obecnie. Teraz jest dużo gorzej, a protesty na ulicach Anglii świadczą, o tym że jest to poważna sprawa. Anglicy nie protestują bez powodu.

E. Sz.: Co zatem skłoniło Pana do powrotu do Polski? Ukończenie studiów?

J. K: Nie tylko ukończenie studiów. Mój powrót zdeterminował przede wszystkim fakt, że urodziłem się w Polsce, jestem Polakiem i było to dla mnie naturalne, że będę mieszkać i zakładać rodzinę w Polsce. Owszem mieszkałem w Anglii i miałem tam znajomych, jednak wiedziałem, że życia tam sobie nie ułożę. Jak mieszka się za granicą to nigdy tak naprawdę nie jest się u siebie.

E. Sz.: Czy miał na to jakiś wpływ apel premiera Donalda Tuska do młodych ludzi o powrót z emigracji?

J. K.: Niekoniecznie. Dla mnie głównym powodem była rodzina.

E. Sz.: Czy w Wielkiej Brytanii spotkał się Pan z kombatantami z 2 Korpusu generała Andersa bądź z 1 Dywizji Pancernej generała Maczka. A być może wizytował Pan Instytut Władysława Sikorskiego w Londynie?

J. K.: Niestety, nie miałem okazji. Często pracowałem cały dzień i noc, żeby zarobić, a weekendy też miałem zajęte. Nie miałem wolnego czasu, żeby cokolwiek zobaczyć.  Nawet nie pojechałem nigdy zwiedzać Londynu. Teraz chętnie bym się spotkał z tak zasłużonymi dla ojczyzny osobami. Tym bardziej, że obecnie jestem w mundurze.

E. Sz.: Obserwuje się coraz liczniejszy powrót Polaków do ojczyzny z różnych rejonów Europy. Co według Pana jest tego powodem?

J. K.: W Anglii powodem z pewnością był spadek wartości funta. Jeszcze parę lat temu funt kosztował 8 zł a teraz 4,70 zł.  Prawdę mówiąc nadal opłaca się tam pracować, ale już nie tak bardzo jak jeszcze kilka lat temu. Anglia to specyficzny kraj. Nie każdy umie się tam odnaleźć, chociażby jeździć po lewej stronie czy mieszkać tak jak Anglicy. Trzeba to lubić i zaakceptować. Jak ktoś tego nie lubi to będzie tam wyłącznie z powodów zarobkowych, a później i tak wróci na łono ojczyzny.

E. Sz.: Czy Polska staje się w końcu atrakcyjnym krajem dla młodych ludzi? Widzą oni perspektywy rozwoju i szansę na lepsze życie?

J. K.: Czy jest lepiej? Chyba jednak dla młodych wykształconych ludzi w Polsce wciąż nie ma większych perspektyw rozwoju. Uważam, że mam dobre kwalifikacje, a o dobrze płatną pracę jest niestety bardzo ciężko.

E. Sz.: Jak Pan osobiście i jak Pańskie środowisko postrzega współczesne Wojsko Polskie?

J.K.: Odkąd zniesiono służbę zasadniczą wojsko cieszy się coraz lepszą opinią, nawet wśród moich znajomych - studentów. Teraz jest to profesjonalna armia. A zawód żołnierza cieszy się prestiżem.

E. Sz.: W jaki sposób dowiedział się Pan o Narodowych Siłach Rezerwowych?

J. K.: Zasugerował mi to mój tata, który pracował jakiś czas jako pracownik wojska w 10. Opolskiej Brygadzie Logistycznej. Powiedział mi właśnie, że będą organizowane Narodowe Siły Rezerwowe. Pomyślałem czemu nie, warto spróbować.

E. Sz.: Decyzja została podjęta od razu czy wymagała dłuższego zastanowienia?

J. K.: Tak, od razu.

E. Sz.: Tata pracownik wojska, a czy ktoś w Pana rodzinie służył w wojsku? Jakieś tradycje rodzinne?

J. K.: Nie, tylko kuzyn był w służbie zasadniczej, mnie to ominęło, ponieważ studiowałem.

E. Sz.: Nikt nie rodzi się żołnierzem. Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?

J. K.: Niektórzy, mam wrażenie, urodzili się żołnierzami (uśmiech). Jak patrzę z jaką pasją oddają się codziennym treningom to bardzo ich za to podziwiam. Nikt nie rodzi się żołnierzem to prawda - trzeba permanentnie szlifować swoje umiejętności i ciągle uczyć się nowych rzeczy. Sprawność fizyczna nie jest najważniejsza, są przecież zajęcia z taktyki i trzeba też umieć radzić sobie ze stresem.

E. Sz.: Czy po przeszkoleniu jest Pan w stanie podjąć decyzję co do swojej przyszłości w Narodowych Siłach Rezerwowych?

J. K.: Sądzę, że każdy marzy, idąc do wojska, aby zostać żołnierzem zawodowym. Jest to pasjonująca, interesująca i dobrze płatna praca.

E. Sz.: A jeśli tak się nie stanie, bo zgodnie z aforyzmem Michała Anioła „nad czas stracony nic bardziej nie boli”. Nie ma Pan takich myśli, że może się coś jednak nie udać?

J. K.: Myślę, że nie może być stracony. Dla mnie to był i jest bardzo cenny czas, mimo lepszych i gorszych chwil w Anglii kiedy musiałem borykać się z wieloma trudnościami, tutaj pracuję z pasją jeszcze intensywniej. Jest to szkoła życia, czasami nawet w ekstremalnych warunkach. Uczy dyscypliny, porządku, praktycznych umiejętności, a nawet organizacji życia w skali dnia i tygodnia.

E. Sz.: Dziękuję za rozmowę. Życzę dalszych sukcesów, ale przede wszystkim, żeby ten czas nie był stracony.

Tekst: mgr Edyta Szura
Zdjęcia: kpt. Piotr Szczepański